Czeka na mnie lepszy świat... >> niedziela, 27 stycznia 2008 21:33:29
Witam wszystkich na początek:). Założyłam tego bloga, ponieważ chciałam opublikować w internecie coś zupełnie "mojego". Pisałam już wcześniej opowiadanie o postaciach z Harrego Pottera, ale nie tworzyłam dotąd własnych postaci, chyba że takie epizodyczne. Cóż...mam nadzieję, że komuś się spodoba. Następne rozdziały będą dłuższe.
......................................................................................................... Być może niektóre wydarzenia to tylko próby…Być może niektórzy ludzie twierdzą, że życie jest próbą. Ja nie. I proszę, nie zmuszaj mnie do wyznawania swoich poglądów…
W małym miasteczku gdzieś niedaleko Krakowa, w jednym z licznych bloków rozsypanych po całym osiedlu Ola podniosła głowę. Cóż, o ile każdemu zdarzy się przysnąć przy komputerze, nie każdy ma takiego pecha, żeby zdarzało się to zawsze akurat tuż przed ważną klasówką. Z biologii. Czyli jej słaba strona. Nie, właściwie ze wszystkiego była tak samo słaba. Właściwie wszystkiego nie chciało jej się uczyć. Zbyt wiele próżnego wysiłku. Nie miała ochoty, wolała raczej poczytać. Owszem, słuchała tysiąca uwag o tym, że należy się uczyć, żeby robić coś w życiu dobrze, bla bla bla… Co takiego? Nie mogłaby po prostu dobrze żyć? Z tego nikt nie robił jej sprawdzianów, a szkoda. Może…może taki sprawdzian byłby ciekawy. Aleksandro Jędrulo, odpowiedz mi natychmiast, co zrobiłabyś gdybyś straciła pracę, mąż ci umarł, a twoje dziecko zwiałoby z domu? Ale jak można by odpowiedzieć na takie pytanie? Czy wtedy miałoby się czas, by myśleć o testach? Owszem, może i tak, niektórzy ludzie już tak mają, że myślą wciąż o głupotach. Jeszcze jakieś czterdzieści minut. Zrzuciła bluzkę i spodnie, wyłączyła komputer i położyła się do łóżka. Przez czterdzieści minut może się pouczyć, a potem będzie udawać, że spała całą noc, kiedy mama przyjdzie ją obudzić. Jak zwykle. Nic ponad codzienną rutynę. Gdyby tak Beata dała spisać…Beta, tak na nią mówią w szkole. Gwiazda dla nauczycieli. Większość ludzi sądzi, że jest kujonką, ale Olka wie przecież, że to nieprawda. Ona też tak miała w młodszych klasach. Inni myśleli, że kuje, a ona po prostu wiedziała. Potem jakoś jej przeszło to „wiedzenie” i jest jak jest. Life is life. Raczej life is brutal. Eee, a może nie? Może tylko dla niej. Odrzuciła do tyłu głowę i przymknęła powieki. Teraz zobacz przed sobą łąkę…oddychaj głęboko…tak Oleńko, właśnie tak…
- Tak, Oleńko, właśnie tak.
Zaraz…ale kto to powiedział? Znajdowała się na łące.
- Ale czad!
Z półotwartymi ustami rozglądała się po tym pięknym miejscu. Wkoło niej pachnąca, dzika trawa, koniczyna, polne stokrotki pod plecami. Pszczoła! Prawdziwa! Brzęczy! Ola klasnęła dłońmi, ale specjalnie tak, żeby nic nie zrobić zwierzęciu. Pszczoła nie przestraszyła się wcale, przysiadła jej na ramieniu i brzęczała cichutko. W oddali widniał rząd drzew, za którymi błyszczały w słońcu wody jeziora. Było tu tak cicho i tak…łagodnie, że dziewczyna poczuła się oderwana od wszystkiego.
- Ola.
Powiedziała stojąca naprzeciw niej wysoka pani jakimś specjalnym, trochę uroczystym, ale wciąż swobodnym tonem.
- Witaj, kochanie.
- Witaj – odpowiedziała niepewnie.
Kobieta uśmiechnęła się do niej. Zrobiła parę kroków, a pod jej stopami więdła trawa. Przysiadła obok Oli. Posłała jej jeszcze jeden uśmiech.
- Nie chciałabyś czasem jeszcze raz stworzyć świata? Tak…od podstaw? Bo ja chciałabym żeby tu było inaczej.
Zmarszczyła brwi. Siedziała tak przez chwilę. Olka była za bardzo zdumiona i onieśmielona, żeby powiedzieć cokolwiek. Wreszcie tamta przerwała milczenie.
- Zrób mi zimę.
Powiedziała to tak, jakby było to najnaturalniejszą rzeczą na świecie. Dziewczyna niespodziewanie nawet dla samej siebie parsknęła śmiechem.
- Narysuj mi baranka – zaśmiała się.
Zmarszczyła brwi jeszcze mocniej.
- Co to?
- Z „Małego Księcia”.
Rozchyliła usta.
- Małego księcia też mi zrób.
- Jak? – śmiała się Ola.
Wzruszyła ramionami.
- Wyobraź go sobie. Ale najpierw zimę.
Wyciągnęła smukłą, bladą dłoń i dotknęła jej włosów. Dziewczyna drgnęła i podniosła się na łokciach. Wróżka westchnęła ze zniecierpliwieniem.
- No, dalej – ponagliła ją – Nie chcę tak długo czekać. Zrób to, o co prosiłam.
Ola niepewnie położyła się znowu na ziemi. Przymknęła powieki i wyobraziła sobie krajobraz jak z obrazka na kalendarzu, który wisiał w jej pokoju. Zaraz…ośnieżone drzewa muszą być…może płatki wirujące w powietrzu…Otworzyła gwałtownie oczy. Nic się nie zmieniło.
- Wola. Najpierw sobie wyobraź, skup się w zupełności na tym, co sobie wyobrażasz, potem bardzo mocno chciej żeby to się stało i gdy to pragnienie urośnie w twoim sercu postaraj się je wypchnąć na zewnątrz.
Znów zamknęła oczy. Skup się…no skup! Nie szło jej, ale nie poddawała się. Po chwili zima wypełniła całą jej głowę i myśli, przyczaiła się w jakimś zakątku mózgu, a potem poczuła przejmujące zimno.
- Udało się! – krzyknęła z taką radością, jakiej nie czuła już od paru lat. Wreszcie starała się zrobić coś dobrze i wyszło jej. Wszystko było dokładnie tak, jak chciała, nawet niektóre drzewa miały mniej gałęzi, bo nie zdążyła ich dobrze zapamiętać.
- Dziękuję – powiedziała Wróżka i skłoniła przed nią lekko głowę, jak panna z dawnych czasów na wytwornym balu przed tancerzem. Olka poczuła, że dla takiego dziękowania zrobi wszystko.
- Podziękuj jeszcze raz – poprosiła nieśmiało.
- Hej, nie zapędzaj się! – zawołała ze śmiechem kobieta – Za co miałabym ci dziękować? Zrób mi księcia, to podziękuję.
Położyła się na śniegu i skupiła jeszcze raz. Będzie miał złote włosy i oczy koloru dojrzałych kasztanów, płaszcz ze srebrnej gazy, będzie umiał skakać po najwyższych drzewach i śpiewać jak skowronek, tak samo dzwonić…Odetchnęła. Książę był gotowy.
- Dziękuję – skłoniła się Wróżka, a Książę zaśpiewał jak ptak. Kobieta roześmiała się serdecznie.
- Ładnie – oceniła łaskawie – Ale potrafisz lepiej.
Książę znów zanucił.
- Smutniej.
I śpiewał smutno, tak smutno, że Oli popłynęły łzy z oczu.
- Szybciej…głośniej…bardziej przejmująco…może być…ucisz się!
Zapadła cisza.
- Musisz iść – powiedziała po chwili Wróżka. Nie była już wesoła ani nie mówiła rozkazującym tonem.
- Śnij o mnie dziś w nocy. Potrzebuję sukienki, mój Książę będzie niezadowolony, jeśli będę chodzić cały czas w tej różowej szmacie.
Chłopiec zaćwierkał, kręcąc przy tym głową. Uśmiechnęła się łagodnie.
- Mówi, że i tak jestem wystarczająco piękna. Mężczyznom nie można zbytnio dowierzać. Poćwicz w domu stwarzanie i wymyśl dla mnie suknię. Będę też potrzebować ciepłej kołderki i jakiegoś ładnego wazonu z kwiatami. Zawiesimy go na niebie, będzie cudownie.
Wstała i podała jej rękę. Podeszły obie do drzew i jeziora. Kobieta dygnęła ze wdziękiem.
- Dziękuję, że dziś przyszłaś.
.........................................................................................................
Dziewczyna rysowała na odwrocie sprawdzianu. Nie umiała nic, ale sukienka jej wychodziła. Obcisła u góry, rozkloszowana u dołu, ale raczej delikatnie. Długa do połowy łydek, u dołu ozdobiona śnieżnymi gwiazdkami i falbanami. Jeszcze płaszczyk z koronki. Wszystko cieplutkie, przecież to wyobraźnia. Sen, nie wyobraźnia. Może gdyby się skupić, rzeczywiście mogłoby się jej przyśnić drugi raz to samo. Wazon…Zadzwonił dzwonek. Koniec na dziś.
- Idziesz od razu na busa?
Karolina, jej koleżanka z ławki, przekonana oczywiście o tym, że jest najlepszą przyjaciółką, której się wszystko mówi i z którą trzeba gadać bez przerwy albo się wygłupiać. Teraz na pewno chce, żeby ją Olka odprowadziła. Ale nie, już dosyć tych bezsensownych rozmów o niczym. Istnieje lepszy świat.
- Idę. Najpierw wskoczę do sklepu, tego na górze. Pewnie nie będziesz chciała tam iść, jak cię znam.
Uśmiech.
- Proste, że nie. Ale szkoda, bo wiesz, pogadałybyśmy chociaż chwilę, nie? Co ty taka milcząca dziś?
Świetnie, tylko że Ola nie chce rozmawiać, nie chce iść z Karoliną. Boi się, że koleżanka mogłaby rozwiać ten magiczny nastrój, w jakim się znalazła.
- To hejka, do zobaczenia na pizzy.
O nie, jeszcze ta pizza! Urodziny, takie tam sprawy. I niestety Kara urodziła się zaraz na następny dzień po niej i Olka stwierdziła, że nie będzie jej wybijać z głowy tego pomysłu, tylko przecierpi ten wieczór i poudaje, że jest super, ekstra, gicior. Jak zwykle. Ale teraz ma inny świat. Lepszy.
komentarze [1]